GOŚCINIEC SZUWARY
ADRES

Krutyń 54b
11-710 Piecki

KONTAKT

tel. 607 291 262
szuwary.krutyn@gmail.com
www.szuwary.info

@instagram
Freak kwiatowy w Holandii. - Gościniec Szuwary w Krutyni na Mazurach
20182
post-template-default,single,single-post,postid-20182,single-format-gallery,ajax_fade,page_not_loaded,,side_area_uncovered_from_content,hide_top_bar_on_mobile_header,qode-content-sidebar-responsive,qode-child-theme-ver-1.0.0,qode-theme-ver-9.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.11.2.1,vc_responsive
 

Freak kwiatowy w Holandii.

Freak kwiatowy w Holandii.

W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy spędzić Wielkanoc poza domem a tym samym poza Szuwarami czyli szuwarowi goście zostali zostawieni pod opieką Eweliny. Spisała się na medal a my dzięki niej mogliśmy pozwiedzać krainę tulipanów i wiatraków oraz zrealizować moje życzenie urodzinowe o obejrzeniu ogrodów w Keukenhof, otwartych tylko w okresie od kwietnia do połowy maja. Już dla tych tulipanów samych warto się wybrać do Holandii. Ja się wzruszyłam aż do łez widokiem takiej ilości przecudnych kwiatów, ale ja od zawsze jestem kwiatowy freak i mam totalnego fioła na ich punkcie więc nie było to wielkim zaskoczeniem dla nikogo z mojej rodziny.

 

Ale po kolei. Nasz tygodniowy wyjazd do Holandii miał jeszcze dwa postoje w Berlinie to jest w drodze do i z. Zatrzymaliśmy się u naszych przyjaciół, którzy kiedyś temu byli po prostu szuwarowymi gośćmi aż nasza znajomość przerodziła się w przyjaźń:-)) Tu: pozdrafki dla Nadii i Łukasza! Droga z Krutyni do Berlina to jakieś 8 h i drugie tyle do Aalst gdzie mieliśmy wynajęty domek. A że Królestwo Niderlandów to mały kraj – więc gdzie by nie ruszyć to nie zajmie więcej niż godzinę max półtorej godziny. Holandia to kraj gdzie od razu rzuca się w oczy, już nawet na autostradzie (5-cio pasmowej!!!) umiłowanie Holendrów do zieleni, kwiatów i drzew. Tak drzew! Im jakoś nie wydają się one groźne i sadzą po dwa szpalery z każdej strony szosy plus pomiędzy pasami. Do tego wszędzie kwitnie dzikie rzepak, nie wiem czy sam się tak rozsiał czy jest w tym ręka ludzka ale fakt pozostaje faktem, że ukwiecone na żółto drogi bardzo dobrze wpływają na humor człowieka. W słońcu to tak jakby świeciło do nas z ziemi drugie słońce. Do tego nie ma żadnych reklam, graffiti, śmieci czy architektury drażniącej oczy. Byliśmy w różnych dzielnicach i nawet te mniej zamożne były czyste i pełne zadbanych ogródków. Wyobraźcie sobie jak się czuję po powrocie do Polski?  Jeszcze bardziej razi mnie szpetota małych miasteczek z walącymi się płotami, setkami okropnych reklam i wszędobylskimi śmieciami…

OK: to teraz trochę Holandii na fotkach:

Nie wiem czy zwróciliście uwagę na drzewka formowane i szpalerowe? Taki efekt uzyskuje się w wyniku wieloletniego prowadzenia i/lub przycinania. Drzewa formowane są nieodłącznym elementem architektury ogrodowej Holandii. W starych pismach poświęconych sztuce ogrodniczej różnorodne kształty przycinanych drzew i żywopłotów są określane mianem „topiary”.

vormbomen-2leilindes
Drzewa formowane i szpalerowe były przed wynalezieniem drutu kolczastego często używane przez rolników do ogrodzenia zagrody dla bydła, oznaczenia granic gospodarstwa albo osłony przed słońcem. Stosowano do tego celu odpowiednio wały graniczne porośnięte przycinanymi krzewami, żywopłoty i lipy szpalerowe. Te ostatnie zapewniały latem pożądany cień, nie przesłaniając jednak słońca zimą. Prowadzenie drzew owocowych – zwykle w kształcie palmety – powstało dawno temu ze względów praktycznych. Przy ścianie nagrzanej słońcem owoce szybciej dojrzewają, a więc przyginanie, prowadzenie i formowanie gałęzi, tak aby znalazły się blisko ściany, pozwalało uzyskać lepsze owoce.

Może i nam się uda takie topiary w Krutyni gdzieś poprowadzić? Maciek nabrał wielkiej ochoty a ja go w tym oczywiście wspieram:-))

A tak wyglądał główny punkt programu naszego wyjazdu czyli Keukenhof:

”Ogród w Keukenhof położony jest na obszarze 32 ha, nieopodal miejscowości Lisse w Holandii. Tulipanowy ogród powstał zaledwie 50 lat temu, chociaż sam park istniał już od 1850 roku. Nazwa Keukenhof oznacza „ogród kuchenny” (w języku niderlandzkim) i pochodzi z pierwszej połowy XV wieku, kiedy teren ten należał do księżnej Jakoby z Bawarii, która zbierała tu zioła do swojej kuchni. Obecnie rozkwita tutaj ok.4,5 milionów tulipanów w 100 odmianach. Rośnie tu 2 500 drzew w 87 gatunkach, a łączna długość alejek, którymi mogą spacerować odwiedzający wynosi 15 km. Keukenhof to również największy w Holandii park rzeźb i najczęściej fotografowane miejsce na świecie. Rocznie odwiedza go 700 tys. miłośników kwiatów. Tak duża liczba oglądających sprawia, że w ogrodzie codziennie od samego rana są prawdziwe tłumy zwiedzających.” To ostatnie możemy poświadczyć, ludzi jest bardzo dużo ale z rana dużo mniej, przybywa ich falami masowo po południu.

 

Jeszcze chyba większe wrażenie robią pola otaczające Keukenhof bo to na nich rosną hektary hiacyntów i tulipanów. Nie jest łatwo się przy nich zatrzymać bo otaczają je zazwyczaj rowy melioracyjne lub są usytuowane koło ruchliwych dróg, jednak tam gdzie można wielu turystów kwiatowych zatrzymuje sie na sesje zdjęciowe a nawet ślubne. Prócz tulipanów (1,2 miliarda!!!) pejzaż holenderski dopełniają wiatraki i rowery, podobno tych pierwszych jest 2500, a drugich 1 000 000. Jestem w stanie w to uwierzyć, bo co krok to wiatrak, w którym często mieszkają ludzie, czasem nawet mielą mąkę lub częściej przerzucają wodę z polderów. Rowerów też te „parę sztuk” w Amsterdamie się dało zaobserwować:

 

Jednak to wiatraki stały się holenderskim symbolem narodowym. Tzw holendry lub inaczej wiatraki wieżyczkowe charakteryzują się nieruchomym, masywnym korpusem – zwykle murowanym, na planie koła lub wieloboku, na którym umocowana jest obracana na łożysku bryła dachowa ze śmigłami. Pozwala to łatwiej dostosować śmigła wiatraka do kierunku wiatru.

Tu właśnie nasz pierwszy zaobserwowany wiatrak i do tego z panem właśnie nastawiającym odpowiednio do wiatru śmigła. Potem było ich coraz więcej widać a to również z powodu ukształtowania terenu Holandii nie dość, że płaskiego to mocno nawodnionego. Wiatraki bowiem w Holandii służyły głównie do osuszania terenu. Wzdłuż najniżej położonego terenu budowano szereg wiatraków i przy użyciu pompy wodnej, transportowano wodę na teren powyżej, gdzie stał kolejny rząd wiatraków, który przepompowywał wodę jeszcze wyżej. Wynikiem takiego zabiegu był osuszony teren gotowy do zagospodarowania. Obecnie ok 1000 holendrów nadal osusza teren a reszta stanowi domy i atrakcje turystyczną Holandii.

Kolejnym charakterystycznym elementem Holandii są wierzby: tak, tak – słynne mazowieckie, rosochate, „chopinowskie” wierzby, tak wydawałoby się arcypolskie to  holenderski wynalazek. Sadzą je na wałach, groblach oraz wzdłuż kanałów melioracyjnych i przycinają co roku. Holendrzy od zawsze walczyli z morzem i dlatego dobrze opanowali skomplikowaną technikę budowania ziemnych umocnień, które służyły do tworzenia i ochrony polderów. Po tulipanach, wiatrakach, rowerach i wierzbach przychodzi kolej na sery – Holandia – to kraj serów. Holenderscy rolnicy już od co najmniej 500 lat produkują i eksportują za granicę najlepsze na świecie sery, w Polsce znane głównie pod nazwą handlową „Gouda”. Holandia produkuje rocznie 675.000.000 kg sera i jego znakomitą większość eksportuje do 130 krajów świata. Więc i my zawitaliśmy do Goudy aby skosztować tego waniającego specjału:

Miasteczko jest urokliwe, sery pyszne, polecamy więc Goudę! Drewniane chodaki z Holandii są kolejnym z jej symboli. Nazywane przez Holendrów klompen, a przez innych klumpy, saboty lub holenderki. Klompen można kupić w każdym sklepie z pamiątkami, ale także często w sklepach ogrodniczych.

Jeśli chodzi o mój the best of Holland to byłby to (oprócz rzecz jasna Keukenhof) skansen w Zaanse Schans koło Zaandijk. Już dla samego koloru butelkowej zieleni budynków pokochałam ten skansem, dodatkowo otoczony bagnami na których jest kładkowa trasa do obserwacji ptaków, coś co wprost uwielbiam.

”Stosunkowo niedaleko od Amsterdamu, bo o około 35km na północ, znajduje się zabytkowa drewniana wioska Zaanse Schans. W tym skansenie pełnym pięknych, XVII wiecznych drewnianych domów, obok otwartej dla turystów wytwórni tradycyjnych, drewnianych sabotów i starej stoczni nadal budującej drewniane łodzie, stoi pięć dużych, zabytkowych wiatraków przeniesionych tu z innych miejsc. Są one otwarte dla zwiedzających i nadal pracują. Jeden z nich – De Huisman to dawny młyn, kiedyś produkujący składniki do produkcji musztardy. Tradycyjna sprzedawana tu lokalna musztarda jest już mielona elektrycznie, ale nieco dalej stoi wielki wiatrak, który nadal miele potrzebne do wyrobu tradycyjnych barwników minerały. Na miejscu można też kupić tradycyjne materiały dla artystów – barwniki w proszku i gotowe już robione tradycyjnymi metodami farby w wielu kolorach.”

O Holandii można-by pisać wiele, może niech wystarczy stwierdzenie Maćka, że mógłby tam mieszkać… Ja nadal uważam, że Krutyni nie pobije nic w świecie ale też kiedyś miałam marzenie by studiować w Amsterdamie….

A więc ”Tot de volgende keer” – do następnego razu tu i być może jeszcze w Holandii:-))

Kasia Puszczyńska
szuwary.krutyn@gmail.com

Politolog z wykształcenia, globtroter z umiłowania, mama Kuby i Antosia, główna pomysłodawczyni tego co widać w Gościńcu Szuwary w Krutyni na Mazurach.

No Comments

Post A Comment